Oczywiście, w głowie kłębiła się setka wzorów...
Ambitne podejście do tematu: pfff... co to za sztuka wziąć igłę, żyłkę, kilka sznurków, jakieś koraliki...
A wyszło jak zwykle, niby nie źle (klasyka wiecznie na topie, wmawiam sobie) ale mimo wszystko śmiech na sali...
O nie moi drodzy, zabrakło mi cierpliwości - tak to już jest zbiera się pochwały za jakąś tam dziedzinę rękodzieła. Później zabiera się człowiek za jakiś nowy temat z myślą, że przecież to nic trudnego.
Figa z makiem - więcej pokory!
Moje pierwsze kolczyki wykonane metodą soutache...
Pokażę, bo niby nie ma się czego wstydzić jak na pierwszy raz...
Z kolei to nie szczyt moich możliwośći (mam nadzieję). :)