W mojej rodzinnej miejscowości przetrwał pewien ciekawy zwyczaj. I od kiedy pamiętam, trwa też spór kiedy ten zwyczaj ma być praktykowany.
Nie dalej jak w sąsiedniej miejscowości palenie żuru odbywa się w Wielką Środę, w Przyworach - w Wielki Czwartek. I jak to z tymi tradycjami bywa... Każdy robi to po swojemu ;)
Z różnych źródeł wiem na pewno, że obrzędowe ognisko z resztek słomy i śmieci sprzątniętych z obejścia miało symbolizować zniszczenie wszelkiego zła i niedostatku.
Tutaj podobieństwa się kończą, a sprawa komplikuje.
Na Śląsku to zło (w zależności od regionu) przybierało różne formy i w różny sposób je wypędzano.
Znane mi jest "palenie żuru" (palenie skoczek) i wypędzanie Judasza.
Na Zaodrzu i w okolicach Góry św. Anny, prócz ogniska, popularny był zwyczaj podpalania starych mioteł. W ich końce upychano szczypy smolne, dodatkowo polewano to żywicą, naftą bądź smołą. Tak spreparowane miotły (nazywane szkrobaczkami) zapalano i z uniesionymi niczym pochodniami biegano krzycząc: "żur palę, buchty chwalę"!
Czemu miotły traktowano jak pochodnie? Podobno robiono tak na pamiątkę szukania z pochodniami Chrystusa w ogrodzie Gethsemane.
Wierzono też, że zapalone miotły miały zagwarantować urodzaj zboża i szybsze twardnienie ziaren.
Z kolei w moich Przyworach, zamiast mioteł były kadzidła.
Na końcu z impetem wypuszczaliśmy kadzidło z rąk by wyrzucić je jak najwyżej.
Z sentymentem wspominam tamte czasy. :-)
Nie tak częstym zwyczajem w moim regionie było palenie czy wypędzanie Judasza. Najstarsze wzmianki o tym zwyczaju pochodzą z XVIII wieku.
Temu obrzędowi towarzyszył ogromny hałas klekotek i piszczałek. Mocne natężenie dźwięku miało odzwierciedlać trzęsienie ziemi towarzyszące śmierci Jezusa na krzyżu. Według innych przekazów, hałas miał wypędzić "zło" w tym wypadku zło symbolizował Judasz- zdrajca Chrystusa.
Jego kukłę, uwitą z resztek słomy palono, a powstały popiół należało rozsypać na polach co miało zapewnić urodzaj. W Istebnej opalone resztki kukły, zaniesione do domu miały chronić go przed piorunami.
Inaczej wyglądało palenie Judasza w Beskidzie Śląskim, gdzie cały ceremoniał odbywał się na placu kościelnym w Wielką Sobotę. Ustawiano wielki stos, a po jego spłonięciu każdy starał się zabrać do domu część ogniska, choćby mały węgielek. Okadzanie nim koni miało zapewnić im zdrowie.
Czy tradycja przetrwa? Zobaczymy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz