czwartek, 1 września 2016

Majestat w folklorze - nasze GLAMOUR :-)

Wychodzę z Centrum Handlowego, pakuję torby z zakupami do bagażnika (w jednej z nich piękny klasyczny beżowy trencz). Sama siadam za kierownicą i jadę do X.
Jadę i kątem oka spoglądam na boki. Pędzę równą drogą pomiędzy polami, słońce nie świeci tak ostro ale jednak korzystam z okularów przeciwsłonecznych. Z powodu paskudnej anginy, która męczyła mnie przez ostatnie dni nie włączyłam klimy jedynie uchyliłam delikatnie okno. 
I poczułam ten zapach...
Zapach charakterystyczny, początek września, idzie jesień... 
Zwykle o tej porze siadałam na dworze z kawą i koszykiem ziaren. Łapiąc ostatnie promienie słońca, ziarenka poszczególnych zbóż - według konkretnych instrukcji - nadziewałam na miedziane druciki. Zwykle zostawiano dla mnie tę "koronkową" i precyzyjną robotę. Cierpliwość i perfekcja to moje mocne strony, nie będę temu zaprzeczała. ;-)
Ponieważ w tym roku z powodu wielu różnych zobowiązań przegapiłam czas nadziewania ziarenek, postanowiłam opisać cel tej bądź co bądź dziwnej pracy.


Dziwnej ale niezwykle odprężającej. Mówię serio - nadziewanie ziaren, podobnie jak szydełkowanie można spokojnie uznać za czynność terapeutyczną. Wymaga skupienia, ćwiczy cierpliwość. Można tak zwyczajnie usiąść i zatopić się we własnych myślach.


Skoro ta jedna czynność daje tyle korzyści, to na czym polega fenomen plecenia całej korony żniwnej.

W tym poście skupię się jedynie na tym wyjątkowym wieńcu.

Atrybutami święta plonów od zawsze były: wieniec, snop, bukiet i chleb - miały one zapowiadać przyszłoroczne zbiory.

Wbrew pozorom, wieniec - zawsze podziwiany ze względu na misterność wykonania, uwity był z ostatnich zżętych kłosów to swoisty nośnik idei odradzania. Koniecznym było też wykruszenie zeń ziarna, wysiewane było wiosną kolejnego roku  co miało pomnożyć urodzaj.
Częstym zwyczajem, można powiedzieć że nawet normą, było umieszczanie w wieńcu rekwizytów:
- wyobrażenie dziecka - znak narodzin,
- figurkę bociana - zwiastun życia
- figurkę koguta - symbol płodności (umieszczenie żywego koguta miało symbolizować podwójną płodność).

Co dziś zaniedbane, wieniec nieśli młodzi ludzie co miało symbolizować zwielokrotnienie rozrodczości i płodności.

W innych częściach Polski zamiast wicia wieńca popularne było wykonywanie bukietu lub snopa. Bukiet przyozdabiano  kwiatami i wstążkami po czym przekazywano go właścicielowi folwarku. Snop - podobnie jak bukiet - zdobiony był kwiatami, wstążkami i zieleniną.  Snopy często przybierały postać dorosłej kobiety lub dorosłego mężczyzny. One również były przekazywane gospodarzowi lub dziedzicowi. Tym może nie będziemy sobie teraz zaprzątać głowy ponieważ mamy swój zwyczaj nawiązujący do czegoś w rodzaju folkowego glamour.

 Mimo wszystko, wieniec był i wciąż jest najbardziej popularnym symbolem podczas obchodów dożynkowych. Już w XIX w. grał on główną rolę. Z czasem zaczął przyjmować różną formę od wianka formowanego z drucianego koła po "korony". Ta ostatnia forma wymagała bardziej złożonej konstrukcji. Początkowo posiadały podstawę oraz dwa lub trzy półokrągłe pałąki łączące się nad podstawą.  Szkielet ten przykrywano zbożem. Ważne było by korona żniwna była duża i okazała. Z czasem najczęściej przyjmowała kształt korony węgierskiej, na którą składały się cztery splecione ze sobą krzyżowo ramiona.

Na Śląsku Opolskim, według wierzeń ludowych w wieńcu żniwnym miały się skupiać siły decydujące o wzroście zboża i jego urodzaju. W koronie dożynkowej nie mogło zabraknąć odrobiny magii. :-) Dlatego to czym była przyozdobiona miało zaklinać urodzaj w przyszłym roku.

Nierozerwalnie z dożynkami kojarzy się również bochen chleba. Zawsze przyglądam się im z wielkim podziwem - są pięknie zdobione. Z biegiem lat właśnie bochen chleba stał się synonimem sytości i dobrobytu.

Z tej magii już niewiele pozostało ale sam zwyczaj "budowania" koron jest wciąż żywy i co niezwykle zaskakujące: kreatywność osób wykonujących te niemałe cuda nie zna granic!


Jak już wspominałam, dawniej korona zdobiona była kłosami zbóż, owocami i warzywami. Wariacją na temat tego wieńca stała się korona ziarenkowa - stworzona głównie z nadzianych na druciki ziaren zbóż, fasoli, kwiatów, warzyw i owoców. 

Obecny trend to korona mieszana czyli ramiona uwite z kłosów poszczególnych zbóż i zdobiona elementami ziarenkowymi.


Wykończenie korony też budzi niemały podziw, a wspomniana wyżej kreatywność na szczęście nie kojarzy się ze sztucznymi kwiatami. Twórcy koron często sięgają zamiast tandety po własnoręcznie wykonane kwiaty z bibuły (szczerze przypominają nieraz żywe kwiaty) lub ostatnio nawet nagminnie po kwiaty wykonane z podsuszanych liści  - najczęściej kukurydzy.


Ta dbałość o szczegóły nie wynika z chęci dbania i zachowania symboliki. Powód jest bardziej przyziemny: konkurs. Organizowany jest przez wszystkie szczeble samorządów. Rywalizują sołectwa podczas gminnych dożynek. Rywalizują gminy podczas powiatowych dożynek. I tak dalej i dalej...

Z jednej strony popieram bo taki element rywalizacji motywuje osoby zaangażowane w wykonanie tego wieńca do kombinowania i niezwykle sumiennej pracy nad każdym najdrobniejszym szczegółem.

Ale z drugiej strony..., Jak słusznie zauważyła moja sąsiadka (i jednocześnie współ-projektantka i współtwórczyni nie tylko tegorocznej korony) korona to symbol, to podziękowanie za plony. Powinna być piękna i okazała jak nasza wdzięczność...
Żmudna praca przy przycinaniu i wiązaniu kłosów, podczas nadziewania ziarenek, czy formowaniu kwiatów z pestek czy też liści kukurydzy ma niezwykłą moc. Jak medytacja.
O, odrywa od telewizji i internetu. Ja mam nawet tak, że nadziewając ziarenka czy klejąc ziarenkowe kwiaty nie dotykam smartfona - powód?
Brudne ręce ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz