środa, 1 stycznia 2014

2013

Naszło mnie na refleksje...
Może takie podsumowanie pomoże wyklarować, co było ok, co jest do zmiany i czemu jest jak jest.

Rok z kulturą zaczęłam od przebrania się za Pana Młodego podczas zwyczaju Wodzenia Niedźwiedzia.

Moje glany okazały się niezawodne podczas zimnej i dosyć mokrej pogody. Chwała, że je wciąż mam. :)
No, a później zaczęły się intensywne przygotowania do Świąt Wielkiej Nocy. Prawie każdą wolną chwilę poświęcałam na szkrobanie kroszonek. Jak co roku od 1997r. (poza jednym jedynym wyjątkiem w roku 2011) wzięłam udział w Wojewódzkim Konkursie Kroszonkarskim organizowanym przez Muzeum Wsi Opolskiej w Bierkowicach. Sukces niemały - II miejsce w województwie.
Niestety, konkurencja nie śpi i w nowym roku będzie trudno utrzymać zajęte II miejsce.


O tej rywalizacji mówię oczywiście z dużym przymrużeniem oka. Cieszę się gdy mogę spotkać się z pozostałymi Twórcami, troszkę podglądnąć co oni takiego fajnego robią, trochę porozmawiać. Często mają do powiedzenia tak niesamowite historie związane z ich lokalnymi zwyczajami, z rękodziełem, że samą w sobie przyjemnością jest pójście na konkurs - tak dla fajnego towarzystwa bo wszyscy są niezwykle życzliwi i otwarci. :-)
Niespodzianką dla mnie podczas Konkursu Kroszonkarskiego 2013 była sesja zdjęciowa zorganizowana przez Związek Śląskich Rolników na potrzeby folderu opisującego historię Opolskich Kroszonek.



Zdjęcia wykonał Tomasz Kozik i powiem nieskromnie - jestem zachwycona! ;-)
Miałam na sobie oryginalny chłopski strój jednej z mieszkanek Przywów, liczy on ponad sto lat.
Czemu miałam pożyczony strój? Bo mój się akurat miał szyć... :-D


Tadam!
Oto i on! :-)
Jadąc do Świętochłowic gdzie mieści się firma szyjąca Merynka, miałam pewne obawy jak to wyjdzie. Niepotrzebny stres. Pan Grzegorz Stachak po krótkiej wymianie mejli miał przygotowane propozycje strojów regionalnych noszonych w mojej okolicy. Do mnie należało jedynie dobranie kolorów. I jest! Moja wymarzona suknia paradna w stylu rozbarskim z okręgu Góra św. Anny - Krapkowice.

Niech Was nie zwiedzie piękne słońce świecące podczas organizowanego w Skansenie w Bierkowicach w każdą Niedzielę Palmową Jarmarku Wielkanocnego. Było -4 stopnie Celsjusza, brrr...
Suknia jest jednak dosyć ciepła i mogłam pozwolić sobie na paradowanie i pozowanie bez kurtki do zdjęć z gośćmi jarmarku. ;-)
A gdy usłyszałam krzyk kilkuletniej dziewczynki: "Mamo! Zobacz! Królewna!!!"
Aż sama rozejrzałam się wokoło szukając tej królewny, chwilę później poczułam pociągnięcie za spódnicę... Patrzę w dół a tam ta dziewczynka. Z szerokim uśmiechem pytająca czy może mi zarecytować wierszyk. :-D
Myślałam, że się rozpłynę...

Przed świętami miałam kilka bardzo przyjemnych spotkań.
Najpierw w Przedszkolu "Bajka" opowiadałam dzieciom o zwyczajach Wielkanocnych, pokazałam im kroszonki i Opolską Porcelanę by później wspólnie ozdabiać papierowe jajka.



Z kolei w Kosorowicach byłam zaproszona na Samstagskurs (gdzie najmłodsi mają możliwość uczyć się języka niemieckiego - zajęcia te organizowane są wyłącznie w soboty przez Związek Mniejszości Niemieckiej).



O! Maj też był ciekawy! :)
Otwierałam Paradę Panien Młodych w Opolu!



Czerwiec też był bardzo intensywny.
Piknik rodzinny w przedszkolu w Przyworach, gdzie miałam zrobić krótką prezentację na temat sztuki ludowej a później znów jak co roku malować dzieciom buźki ale... no wyszło jak wyszło...

Oraz moje zamiłowanie do dużych samochodów. :-)

I moja ukochana drużyna! :-)

 3 tygodnie później już podczas zupełnie innej uroczystości. :)



Wakacje były nieco luźniejsze.

Wrzesień!

Później w Muzeum Wsi Opolskiej prowadziłam pokazy szkrobania kroszonek podczas I Święta Plonów (niestety żadnych fotek nie mam).
Niedługo potem otrzymałam zaproszenie na przeprowadzenie zajęć z malowania Opolskiej Porcelany podczas projektu "O!pole. Sztuka ludowa na Opolszczyźnie - od analiz do dizajnu".

Następnego dnia biegłam już na Samstagskurs w Przyworach. Serdeczne przyjaciółki prowadzące zajęcia przygotowały temat o tradycyjnych śląskich kluskach. Moim zadaniem było pokazanie stroju chłopskiego.



No i tak właściwie rok dobiegł końca.
Mi się podobał, ale co niektórzy trochę narzekali, że często nie ma mnie w domu - ciągle w rozjazdach.
Ale ja to lubię, lubię reisefieber, lubię jak coś się dzieje!






1 komentarz:

  1. Podsumowanie kończy się na wrześniu. A październik - grudzień, hm....?!

    OdpowiedzUsuń