Dzień świateczny nie dla wszystkich oznacza "wolne".
Kochani, pracownicy jednostek kultury zasuwają do roboty!
No cóż... Szczerze mówiąc - like it. Przynajmniej coś się dzieje :)
Wczorajszy wieczór, aż do późnej nocy w filii GOK w Przyworach razem z Iwoną, Reginą, Basią, Zygrydą, Lidią, Henrykiem i Teodorem przygotowywałam rogaliki, są one podawane uczestnikom "marcinek".
Ze świetym związane są liczne legendy i przysłowia.
"Święty Marcin był rzymskim żołnierzem. Pewnego dnia kiedy wjeżdżał wraz z wojskiem do Amiens zobaczył przy bramie miasta zmarzniętego żebraka. Była zima, na dworze tęgi mróz, a ów człowiek odziany był w liche łachmany. Żal się zrobiło Marcinowi żebraka, odciął więc mieczem połowę swojego żołnierskiego płaszcza – cały swój majątek i podarował go nieznajomemu człowiekowi.
Tą historię każdego roku powtarzał proboszcz w poznańskim kościele pw. św. Marcina przed parafialnym odpustem.
W 1891 r. usłyszał ją piekarz Walenty i postanowił uczynić coś równie dobrego jak święty Marcin. Nie przychodził mu jednak do głowy żaden pomysł. Nie był żołnierzem, nie miał ani konia, ani żołnierskiego płaszcza.
Zaczął więc modlić się do świętego Marcina o pomoc. I tak w nocy w przeddzień odpustu usłyszał na gościńcu stukot końskich kopyt. Wyjrzał za próg i zobaczył rycerza w lśniącej, starodawnej zbroi, na siwym koniu.
Tajemniczy jeździec nie odezwał się słowem, spojrzał tylko na Walentego uśmiechnął się i odjechał. Kiedy piekarz oprzytomniał po dziwnym spotkaniu, zobaczył leżącą na śniegu podkowę. Tak! Teraz już wiedział co ma robić. Przez całą noc napiekł ciasteczek z nadzieniem makowym i bakaliami, uformowanych na kształt końskiej podkowy.
Rankiem po mszy odpustowej rozdał wszystkie ciasteczka biednym. Pomysł piekarza Walentego tak bardzo wszystkim się spodobał, że rogale, bo tak z czasem zaczęto je nazywać, wypiekał co roku. Po jego śmierci tradycję przejęli inni piekarze, zachowując ten sam przepis na nadzienie." (źródło: regionwielkopolska.pl)
Nasze rogale nadziewane powidłami, rozdawane są po pochodzie na którego czele stoi postać św. Marcina.
Podczas pochodu odgrywana jest scena dzielenia się płaszczem legionisty z żebrakiem. Za aktorami dumnie podążają dzieci z własnoręcznie przygotowanymi latarenkami.
W Niemczech podczas imienin Marcina, zapalonymi latarenkami odwiedza się sąsiadów i wspólnie śpiewa piosenki. Szczerze mówiąc nie doszukałam się żadnej informacji czemu to robią.
Jeśli chodzi o przysłowia to część z nich ma znaczenie wróżebne, ich zadaniem było przepowiedzenie pogody. Najbardziej znane na śląsku brzmi tak:
"Jak pierś z Marcinowej gęśi sina, to będzie sroga zima, a jak biała - to nie będzie statkowała".
Zaś hasło: "Na św. Marcina najlepsza gęsina", zapewne nikomu z nas nie jest obce. Taka rymowanka nie wzięła się z nikąd choć geneza pieczenia gęsi w dniu 11 listopada nie została w pełni wyjaśniona przez etnologów. Z pewnością wiąże się to z terminem płacenia danin chłopskich - na sprzedaż m.in. zarzynano gęsi.
W praktykach wróżebnych ludu śląskiego gęś miała duże znaczenie.
Jeśli ktoś na wiosnę najpierw ujrzy młode gęsi, będzie przez cały rok chorowity (Bytomskie).
Kto na wiosnę zobaczy młode gęsi, a ma przy sobie pieniądze, zazna szczęscia przez cały rok (Kietrz).
Gęsi nie potrafiły przybrać na wadze, gdy w okresie ich tuczenia w gospodarstwie znajdował się nakryty garnek lub przewrócona patelnia (Toszek).
Praca pali mi się w rękach... Co z resztą widać ;-)